Niech żyją wakacje!

Pamiętam sprzed lat atmosferę tych ostatnich dni przed rozdaniem świadectw, luzu, radości i ekscytacji. Bo wakacje, wakacje! Góry, morze i lasy z piosenki kusiły i przyzywały, obiecując niezapomniane przygody.

fot. Capri23auto, pixabay.com

Ostatnie dni roku szkolnego to były poranne wyjścia do szkoły bez sweterka, nauczyciele, którzy każdym spojrzeniem wyrażali ulgę, że szczęśliwie i bez większych ran na psychice dobrnęliśmy wszyscy do końca czerwca, smak czereśni prosto z drzewa („najpierw trzeba umyć!”, powtarzała Ciocia Dziunia, więc sztuką było zjeść nieumytą tak szybko, żeby Ciocia nie zauważyła), a w powietrzu zapach siana i wolności.

Szybko okazywało się, że piosenki mamiły na próżno. Większość czasu spędzałyśmy w Wojniczu, na osłodę mając „Lato z radiem” i „Wakacje z duchami”. Rodzice pracowali, my miałyśmy za zadanie ogarniać dom, przygotowywać coś na obiad i plewić grządki. Pamiętam duszne przedpołudnia, gdy budziłam się późno, bo przeważnie mogłam spać bez ograniczeń. Popołudniami bawiłyśmy się z dziećmi z naszej ulicy i z tymi, które na wakacje przyjeżdżały do swoich babć. Wieczory były upojnie chłodne, pełne kumkania żab i zapachu kwiatów z ogródka. Na koloniach byłam ze dwa razy w życiu, więc tak naprawdę całe lato czekałam na wyjazd do Babci do Haczowa, gdzie największą atrakcją była obecność Eli, wnuczki sąsiadki, a także do Cioci Celinki do Jasła.

Jasło to była moja wakacyjna ziemia obiecana. Tam wszystko było wyjątkowe i takie… światowe. Nawet kolejka po kawę – sprzedawali ją w sklepiku w stugramowych paczuszkach po jednej na głowę, więc kupowało się tę przydziałową i szło na koniec kolejki. I tak do wyczerpania ograniczonej ilościowo dostawy. Co to była za atrakcja!…

Wiola i Krzysiek, nasi kuzyni, mieszkali na osiedlu, gdzie było mnóstwo dzieci, a poza tym przy pobliskich zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego istniała świetlica, w której spędzało się całe dnie. Opiekunem świetlicy był jeden starszawy facet, do jego zadaniem bynajmniej nie należało animowanie zabaw, lecz raczej pilnowanie, żebyśmy stamtąd wszystkiego nie wynieśli i ewentualnie nie pozabijali się nawzajem.

U Babci w Haczowie było z kolei jak w książkach o dzieciach, które spędzały wakacje na letnisku („Klementyna lubi kolor czerwony”). Nikt specjalnie na nadzorował ani naszych sposobów spędzania czasu, ani stanu czystości uszu, mleko piło się prosto od krowy, dojone wprost do kubka, a największym przysmakiem były „prozioki”, placki pieczone na kuchennej blasze, pod którą buzował żywy ogień. Babcia mieszkała w polach, daleko od głównej drogi, a tą boczną, do której było bliżej, przejeżdżały konie, czasem traktor i najwyżej raz dziennie samochód. Wokoło rosły różne krzaki i krzaczki, pamiętam takie kamienne wysepki (chyba w tych miejscach od lat składowało się kamienie wykopane z roli) porośnięte wszelką zielonością, w tym leśnymi malinami i poziomkami. Szukaliśmy ich z namaszczeniem w cieniu młodych brzózek, przez których liście prześwitywało wakacyjne słońce.

Teraz, gdy sam jestem dziadkiem… Wróć, to nie ta bajka.

Teraz, gdy moje dzieci stoją u progu wakacji, niecierpliwie przebierając nogami, gdy codziennie rano mamroczą z piernatów, czy mogliby dziś nie iść do szkoły, a ja, twarda i niewzruszona, odpowiadam, że nie ma mowy, do szkoły marsz, jeszcze dwa dni, jeszcze jeden dzień, miewam takie przebłyski tamtych lat i uczuć, które mnie wypełniały. Dziś, wiadomo, zajmują mnie inne kwestie związane z organizacją tych dwóch miesięcy, ale też czuję delikatny, rozkoszny dreszczyk wakacyjny.

Chociaż dobrze wiem, że moje przygody będą zupełnie inne niż te opiewane w harcerskich piosenkach 🙂

Na wakacje polecam Wam serdecznie „Świerszczyk”. Numer 12., który widzicie na zdjęciu, zawiera „Ahoj!” – świetne opowiadanie niezrównanej Magdy Kiełbowicz o pierwszym samodzielnym wyjeździe wakacyjnym Uli, „Na stacji” – czyli całkiem nową „Lokomotywę” autorstwa Małgorzaty Strzałkowskiej, zabawny wiersz Rafała Witka „Duży w podróży” i mnóstwo innych świerszczykowych atrakcji: bajeczka matematyczna, łamigłówki, żarciki i komiks. I jeszcze coś, za co kłaniam się redakcji w pas: w każdym numerze inna gra planszowa.

Wszyscy wiemy, jak kosztowne są planszówki. W pięknych pudełkach, zajmujących tyle miejsca, co jeden tom encyklopedii, znajdujemy garsteczkę elementów za dużo pieniędzy. Zagramy kilka razy, a potem gra ląduje na dnie pudła, do którego zagląda się chyba tylko przy okazji wiosennych porządków. W „Świerszczyku” każdą grę należy wyciąć z tekturowej wkładki i użyć do niej dowolnych przedmiotów, mogących robić za pionki i czasem kostki, która znajdzie się w każdym domu. Gry są pomysłowe, w wersji dla młodszych i dla starszych graczy. Wojtek szybko ogarnia zasady, gra z pasją i chętnie do nich wraca. Ulubione gry Wojtka to „Łowcy klejnotów” i „Wyścig po Księgę Mądrości”.

Cieszę się, że mamy fajną rozrywkę za naprawdę małe pieniądze – przecież jeden numer „Świerszczyka” kosztuje 6.50, a w prenumeracie 5.70. Za 6 kolejnych numerów „Świerszczyka” zapłacicie w prenumeracie 34.20, koszt przesyłki wydawca bierze na siebie.

6 numerów „Świerszczyka” to sześć gier, sześć długich opowiadań, sześć stron dowcipów, dwanaście komiksowych historyjek, kilkanaście wieszy, a także wiele stron łamigłówek i zagadek. Wypróbujcie prenumeratę na wakacje – to wielka atrakcja dla młodego czytelnika, kiedy może wyjąć ze skrzynki adresowaną do siebie przesyłkę, rozpakować ją z namaszczeniem i pogrążyć się w lekturze.

Polecam serdecznie 🙂

Napisano w Od Rana Do Wieczora

Tagi: ,

7 comments on “Niech żyją wakacje!
  1. cypisek napisał(a):

    Świerszczyk jest z nami już 1,5 roku, a ja wciąż mam to przyjemne uczucie, że i sama go kiedyś czytałam.
    Gry akurat u nas nie są najbardziej kochane, ale reszta ach ach ach. Bajetan na mega tandemie… Kotek Mamrotek i koza Kultura…

  2. Aba napisał(a):

    Masz rację- zachęciłaś mnie

  3. kolorki napisał(a):

    Ach, zastęskniłam za tamtymi oczekiwaniami, za tamtą atmosferą… niby i teraz czekam na wakacje, ale… to już nie to 🙂

  4. Skorpion pandeMonia napisał(a):

    Ale ładnie napisałaś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

W związku z wprowadzeniem 25 maja 2018 roku Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE informujemy, że zostawiając komentarz na stronie od-rana-do-wieczora.pl pozostawiasz na niej swój nick, widoczny dla innych czytelników oraz adres mailowy widoczny tylko dla administratorów strony. Swoje dane osobowe przekazujesz dobrowolnie i będą one przetwarzane wyłącznie w celu przesłania powiadomień o nowych wpisach na blogu, odpowiedzi na Twój komentarz lub w przypadku kontaktu przez formularz kontaktowy. Bez wyraźnej zgody dane osobowe nie będą udostępniane innym odbiorcom danych. Masz prawo dostępu do swoich danych oraz ich poprawiania poprzez kontakt: dorota.smolen@gmail.com. Administratorem Twoich danych osobowych jest autorka bloga od-rana-do-wieczora.pl Dorota Smoleń.
Publikując komentarz, wyrażam zgodę.

*