Jak nie znaleźć pracy. Poradnik niepraktyczny

Nie zna życia, kto nie szukał pracy, hej! Wystawienie się na cel headhunterów oznacza krew, pot i łzy. Dziesiątki powiadomień zapychających skrzynkę mailową piątek – świątek i niedziela sugerują, że w ofertach pracy można brodzić po kostki. Otóż, wyobraźcie sobie, nie bardzo, przynajmniej nie w mojej branży.

fot. pixabay.com

Najwięksi spamerzy to headhunterzy

Taką rymowaną sentencję mruczę pod nosem, gdy dostaję kolejną porcję powiadomień, przypomnień, porównań, ofert last minute i ofert z ostatniej chwili, a wszystkie z pracuj.pl. Codziennie ze trzy maile. Nie wyłączę powiadomień, bo jednak przypominają i podsuwają pod nos, ale męczą ilościowo.

Dlaczego w ogóle szukam pracy

Przez jakiś czas miałam nadzieję, że napiszę bestseller, ale pisanie czegoś większego niż notka na bloga czy artykuł za pieniądze to jest naprawdę orka i wrogowi nie życzę. Mam rozgrzebane dwie powieści, z założenia dla dzieci, ale w trakcie pisania przestały być dla dzieci i już nie wiem, dla kogo są i czy warto je kończyć. Jeśli skończę, to trzeba będzie szukać wydawcy, co jest procesem nudnym, żmudnym, wymagającym uzbrojenia się w anielską cierpliwość, a i tak nie wiadomo, czy ktokolwiek to wyda. A właściwie co światu z kolejnej książki? Do tej pory wydałam cztery, świat od tego nie stał się lepszy, a ja nie wzbogaciłam się znacząco. Ech, marność nad marnościami i wszystko marność.

Wiem, kryzys wieku średniego jak byk i do tego problemy pierwszego świata. Gdyby przyszło mi zasuwać na kasie w Biedronce lub zmagać się z ciężką chorobą, to bym nie marudziła. Prawda jest taka, że Mąż ma dość bycia jedynym żywicielem rodziny. Tak, oczywiście, zarabiam na pisaniu, akurat wystarcza na waciki.

A teraz jako klasyczna blogerka-ekhibicjonistka ze skłonnością do samobiczowania chętnie podzielę się z Wami przykładami mojego nieudacznictwa na rynku pracy. Ku refleksji i przestrodze.

1. Zapisałam się na newslettery z kilku portali myśląc, że w ten sposób zwiększam szansę na znalezienie pracy marzeń. Nic bardziej mylnego. Wszyscy przesyłają linki do tych samych ofert.

2. Zdarzyło się, że kliknęłam trochę z rozpaczy, a trochę ot tak na ofertę pracy dla sekretarki, a robociki tylko zatarły elektroniczne rączki i od tamtej pory zarzucają mnie milionem podobnych ofert. A odkąd z podobnych przyczyn zerknęłam na ofertę pracy w innym mieście, zaraz zaczęłam dostawać liczne powiadomienia o wakatach zlokalizowanych po całej Polsce.

3. Wiedziona szczerością wpisałam w elektronicznej aplikacji na stronie pracuj.pl ile chciałabym zarabiać, w związku z czym nawet jeśli idealnie spełniam wszystkie oczekiwania, nikt mnie nie zaprasza na rozmowę, bo najprawdopodobniej jestem za droga, o czym dowiaduję się z podsumowania aplikacji, jakie uprzejmie podsyła mi portal.

Te podsumowania to interesująca sprawa, nawiasem mówiąc, bo wynika z nich jasno, że o każde stanowisko ubiega się sporo osób o większym doświadczeniu i wyższym wykształceniu niż moje, ale większość kandydatów ma mniejsze oczekiwania finansowe. Nie cenią się, czy już spokornieli?

4. Przedstawiam się wszędzie jako redaktor czy dziennikarz. Już odkryłam, że to błąd, pracodawca szukając kogoś do redagowania swoich broszur tudzież tekstów na stronę www szuka content managera. Generalnie każdy szuka specjalisty i jeśli nie uważasz się za specjalistę, to od razu idź sprzątać ulice. Po jakimś czasie będziesz mógł wpisać sobie do cv „specjalista ds. utrzymania ładu i porządku”.

5. Błędem poważnym było nie uczenie się co najmniej pięciu języków obcych od kołyski. Angielski i niemiecki to podstawa, ale pojawiają się także oferty dla znających rosyjski, litewski, węgierski, słowacki i inne. Uczcie się dzieci, uczcie!

6. Nie wolno lekceważyć serwisów społecznościowych. Orientacja w pogardzanych w pewnych kręgach fejsbukach i instagramach to często klucz do sukcesu. Pracodawcy szukają specjalistów od social mediów i to nie takich niedzielnych userów jak ja, ale tych, którzy wiodą w nich drugie życie. Z kategorii „dla mnie dziwne” w jednym z ogłoszeń był taki zapis: „…obudzony w nocy recytujesz 100 top instagramowych hashtagów…”, a w innym takie wymaganie:

„Must have at least 25+ Facebook friends and/or a combination of the following:

  • 25+ followers on Instagram
  • Follow 40+ other users on Instagram.”

A jeszcze niedawno tak wszyscy szydzili, że powiększanie grona znajomych na FB to siara, że instagirls, buahahaha. Śmiejcie się, śmiejcie.

Szukanie pracy to sztuka, która ma już swoich mistrzów

Za odpowiednią opłatą specjaliści (tak, specjaliści to podstawa!) tak wyszlifują moje cv, że – wedle ich zapewnień – zaproszenia na rozmowę będą płynąć szeroką rzeką. Czasem w desperacji rozważam oddanie się w ich ręce, choć słabo mi na myśl, ile to kosztuje: pakiet list motywacyjny + cv to, bagatela, 399 zł. Trochę martwi mnie też kwestia czysto matematyczna: na wysłane do tej pory aplikacje nie otrzymałam ani jednego zaproszenia na rozmowę, a mistrzowie od cv piszą, że „dzięki konsultacjom otrzymasz nawet 8x więcej ofert pracy”. 0x8=… No właśnie.

Szukanie pracy to jest praca na cały etat

Każde cv trzeba przygotować pod konkretną ofertę. Nie ma, że gotowy szablon i rach-ciach wszędzie ślemy to samo, o nie. Każdy pracodawca chciałby coś innego. Doświadczenie zawodowe mam szalenie bogate, jest w czym wybierać, ale komponowanie z tego unikatowego cv zawsze zabiera trochę czasu. A list motywacyjny napisać! Żeby było i rzetelnie i nieszablonowo i przekonująco i świadczyłoby o moim osobistym podejściu…

O wymaganiach pracodawców można by epopeję napisać

Internetowy sklep z produktami dla dzieci zlokalizowany na wsi pod jednym ze średnich miast w pobliżu Krakowa szukał do tworzenia opisów produktów osoby z warsztatem pisarskim. Współpracowałam już ze sklepem internetowym z zabawkami, warsztat mam, mam nawet działalność gospodarczą, więc ZUS opłacam sobie sama. Ile takich osób mogło się do nich zgłosić? Nawet się nie odezwali.

Najbardziej dołująca jest sytuacja, w której moje wypieszczone cv i wychuchane listy motywacyjne wpadają jak kamień w wodę

Przy niektórych widnieje adnotacja „aplikacja otwarta”, a przy niektórych tylko „aplikacja dostarczona”. Piszę, wkładam serce w te kilkanaście linijek listu, żeby pokazać, jakim idealnym kandydatem jestem – i nic, cisza. I nikt nie woła.

Śmieszne i żałosne jest to, że samo zaproszenie na rozmowę stało się ziemią obiecaną

A to przecież jest dopiero mały krok w stronę słońca, wejście do różanego ogrodu, gdzie ciernie szarpią odzienie. Rozmowa o pracę jest jak egzamin u najgorszego wykładowcy. Choćbyś przyszedł obkuty na blachę, zawsze istnieje ryzyko, że dostaniesz zaćmienia umysłu i nie wydukasz ani słowa. Zdarzyło mi się w czasie rozmowy o pracę, na którą zaproszono mnie po znajomości, że zapomniałam nazwiska księdza Kaczkowskiego. Pani mnie pyta o religijne bestsellery Empiku, a ja gapię się na nią jak cielę i nic, we łbie hula przeciąg i tylko potrąca tę nitkę, która utrzymuje moje uszy na miejscu. I nawet znajomości nie pomogły, czyli chyba jestem beznadziejnym przypadkiem.

Najgorzej to mieć wymagania

Oprócz wspomnianych wyżej sprecyzowanych oczekiwań finansowych mam jeszcze wymagania natury etycznej. Bo owszem, mogę pracować dla Pudelka, ale to raczej w ostatecznej ostateczności. Marzę o pracy w wydawnictwie książkowym, którego publikacji nie musiałabym się wstydzić, tak pod względem treści jak wyglądu. Jest kilka takich w Krakowie, myślę, żeby po prostu wziąć cv w garść i starodawną metodą pukać do drzwi. Któreś się przecież otworzą.

Bo wiadomo: niechaj żywi nie tracą nadziei. Gdzieś czeka na mnie praca życia. A kto szuka, ten znajduje.

Napisano w Od Rana Do Wieczora

Tagi: , ,

25 comments on “Jak nie znaleźć pracy. Poradnik niepraktyczny
  1. Iza napisał(a):

    Jako HR z dłuuuugim stażem pozwolę sobie dziewczyny rzucić kilkoma radami wynikającymi z doświadczenia.
    O szukaniu pracy powinno się powiedzieć jak największej liczbie znajomych- to co zrobiła Dorota (intuicyjnie) czyli opublikowanie notki to bardzo dobry ruch.
    Badania wskazują,że najczęściej informację o pracy uzyskuje się od znajomych znajomych.
    CV trzeba pisać posługując się inteligencją, z ogłoszenia często wynika kogo szuka pracodawca- lepiej się zawężać do tego co jest w ogłoszeniu. Rekruter nie przyjmuje najlepszej osoby, ale osobę najbardziej pasującą do danego stanowiska.
    Szukanie pracy z reguły trwa długo, w Krakowie przyjmuje się, że około kilku miesięcy na stanowiskach specjalistycznych do pół roku na wyższych. Nie ma znaczenia sytuacja rodzinna, a matki wg. mnie to najbardziej efektywne, zorganizowane i skuteczne osoby. Ma znaczenie czy podczas kilkuletniej przerwy zawodowej poświęconej opiece nad dziećmi robi się coś jeszcze, np. wolontariat, projekty itp.
    To bardzo ułatwia szukanie pracy po przerwie.
    Warto myśleć kreatywnie o tym co się będzie robić, o swoich mocnych stronach, warto być elastycznym.
    Bezrobocie owszem jest niskie, ale dla osób młodych z wyższym wykształceniem znających dwa języki obce.

    • a napisał(a):

      bardzo mnie cieszy info, o tym,że rekruterzy doceniają fakt robienie czegoś jeszcze z przysłowiowym dzieckiem na ręku i bardzo podoba mi się podsumowanie, naprawdę w punkt!-„bezrobocie jest niskie……”

  2. Iza napisał(a):

    Też byłam w takiej sytuacji. Inna branża, ale takie samo podejście, zaangażowanie, a potem- frustracja… I jednak znalazłam pracę. Może nie idealną, ale w zawodzie, nieźle płatną i możliwą do pogodzenia z posiadaniem rodziny. W całym tym szukaniu najbardziej skuteczna okazała się nowenna do Escrivy 🙂
    Pozdrawiam serdecznie.
    I.C.

  3. Dorota napisał(a):

    Od jakiegoś czasu podczytuję – pierwszy raz komentuję, bo może coś się przyda – mam trochę doświadczenia (HR i firmy doradztwa personalnego).
    1) Ktoś kto zna się na rekrutacji i selekcji to dobry trop, by popatrzył na CV. Widziałam już takie niemal cuda – niewielka zmiana w opie a duża w efektach. Ale to niestety nie Ci co się reklamują w internecie: ale praktyk najlepiej z firmy doradztwa personalnego: w Krakowie jest ich kilka. Tylko dostać się do doświadczonej osoby, nie jest łatwo, bo często trafia się do stażysty.
    2) Nie polecam portali internetowych, a szczególnie opisanego w tekście. Ktoś już o tym pisał w komentarzu: oprócz frustracji mało efektywne. Być może to się sprawdza w innych branżach: sprzedaż, itd.
    3) Myślę, że pomysł z dotarciem bezpośrednio do wydawnictw – najlepszy!

  4. Alex napisał(a):

    Przyznaje, ze mnie troche podlamalas. Tyle slysze o minimalnym bezrobociu w Polsce i ze w takich miastach, jak Krakow jest wiecej miejsc pracy niz chetnych – to brzmi fantastycznie,a tu okazuje sie, ze gdy przychodzi do szukania posady, to jest tak, jak wszedzie, ech…

  5. mamaAsi napisał(a):

    Trzy razy w życiu podejmowałam pracę. Ponadto mam na koncie desperacki staż z PUP, na którym przez pół roku płacono mi 361 zł. netto. Na ostatnim roku studiów 1999/2000 moje stypendium naukowe wynosiło 450 zł.
    Każdą pracę dostawałam dzięki poleceniu. Wtedy moje kwalifikacje spełniały kryteria, inaczej nikt tego nawet nie czytał. Niestety. Przez 4 ostatnie lata wysłałam chyba już setki cv, ale nigdy nie dostałam odpowiedzi. I byłam pewna, że to ja jestem do niczego i mnie nikt nie chce. Z drugiej strony mój osobisty mąż w ciągu 13 lat małżeństwa, mając ten sam zawód, też tracił pracę i jakoś ją znajdował, bez znajomości. To on już potem był tym polecającym mnie. Gdzie tkwi przyczyna nie mam pojęcia

    • a napisał(a):

      Przyczyna to dzieci.w Polsce nikt nie zakłada,że choćby mąż miał i tuzin dzieci będzie się nimi zajmował podczas choroby, ferii, wakacji.I rzeczywiście- nie znam takich ojców.Są kochający i opiekuńczy ale to oznacza zajęcia dodatkowe, pieniądze na dom i wspólne weekendowe wypady..Aż dziwne,że Ci to do głowy nie przyszło. 3 dzieci, z tego 1 w wieku 3 lat odstraszą każdą małą firmę a tych w naszym kraju jest najwięcej

      • a napisał(a):

        Wiesz Dora-jesteś i masz czytelniczki na poziomie! Wczoraj pisząc oczywistości (że matce dużo trudniej o pracę niż ojcu), spodziewałam się dziś hejtu o byciu antyrodzinną i jeszcze sporo o tym, jak to pracodawcy powinni się cieszyć na każdego chętnego a nie- wydziwiać.Jestem mile zaskoczona.Brawo dla nas wszystkich!Swoją drogą moje myślenie o pracy zmieniło się, gdy zaczęłam pomagać w rodzinie przy przeglądaniu cv. Chciałabym mieć taką kumpelkę jak Ty ale nie zaproponowałabym Twojej kandydatury nikomu, kogo biznes leżałby mi na sercu. Czemu?Choćby z powodu wrześniowych notek o katarze najmłodszego.Od razu padło zdanie „moje zawodowe plany legły w gruzach jak domek z kart”czy jakoś tak.Ja wiem-serce matki ale natychmiast wiadomo,że Ty wszystko ogarniasz sama a mąż- po prostu idzie do pracy.Z tego powodu na rynek pracy komercyjny wróciłam, gdy mój najmłodszy miał 5 lat i był po 2 latach przedszkola..Nie chciałam nikogo oszukiwać,że jestem w stanie mu sensownie pomóc.Wiem ile kosztuje stworzenie miejsca pracy i jego utrzymanie.Wiem,że moje rozumowanie jest kontrintuicyjne i nie ma w nic z zastanawiania się „czy inni spokornieli” Jest za to przekonaniem,że ja i pracodawca mamy mieć wspólny cel.Twój cel-„mężowie znudziło się bycie jedynym żywicielem rodziny” nie jest tym , co zachęca do zatrudnienia.To dobre na bloga-wiadomo- ale jesteś inteligentna-czemu sądzisz,że pracodawcy nie czytają i nie decydują na podstawie takich właśnie notek?

        • Dorota napisał(a):

          A., rozumiem bardzo dobrze, że matka początkującego przedszkolaka nie jest szczególnie atrakcyjna na rynku pracy. Być może masz rację z tym, że potencjalni pracodawcy czytają mojego bloga (jeśli tak, prosze się ujawnić, sama jestem ciekawa). Zastanawiałam się nad publikacją tej notki, bo miałam z tyłu głowy argumenty, które wysuwasz, ale z drugiej strony – moje notki nie są pamiętniczkiem 1:1, zatem nie piszę tutaj np. jak planujemy z Mężem podział obowiązków, kiedy znajdę pracę, ani o tym, że od siedmiu lat mam własną działaność gospodarczą, którą wykonuję niezależnie od tego, czy dzieci są zdrowe, czy chore, bo na tym polega prowadzenie działalności. Nic nie robisz=nie masz z czego zapłacić ZUS=zamykasz. Jeśli ciągle istnieję na rynku, to znaczy, że jednak ogarniam. Decydowanie o (nie)zatrudnieniu mnie na podstawie tej notki nie świadczyłoby dobrze o pracodawcy. Uważam, że jak na matkę trójki dzieci mam całkiem przyzwoity dorobek zawodowy, a w moim CV nie ma wieloletnich dziur. A do tego, wyobraź sobie, że coś się zaczęło w tej pracowej materii dziać właśnie po publikacji notki. Więc może się okazać, że to jednak nie był strzał w kolano 🙂

          • a napisał(a):

            Dziękuję za odpowiedź.W takim razie:-)potwierdza się moje przypuszczenie,że potencjalni pracodawcy szukają info o kandydatach w sieci-i trzeba zastanowić się co i jak o sobie piszemy.To,że ktoś może mieć inne odczucia np.na temat Twojej przyszłej pracy od moich-też podkreśliłam.O działalności pisałaś i chwała Ci za to,że ją prowadzisz.Tak trzymaj.Mnie zależało na wzbudzeniu namysłu nad potrzebami firmy i pracodawcy a nie tylko-własnymi i mojej rodziny.Tak dla równowagi.Z jakiegoś powodu to nie Ty chcesz zatrudniać u siebie ale chcesz być zatrudniona..A brakowało mi choćby 1 komentarza, który by szedł w stronę w taką stronę.Po prostu mnie to raziło.Pozdrawiam.a

            • Dorota napisał(a):

              Mam pełną świadomość tego, że to, co zostawiam po sobie w Internecie, składa się na mój obraz. Dlatego nie piszę rzeczy, których bym się wstydziła 🙂 Jasne, że potrzeby pracodawcy są istotne, doskonale zdaję sobie z tego sprawę.

              • a napisał(a):

                Nie było o tym ani słowa, nawet między wierszami, ale czytałam zbyt wiele Twoich notatek, żeby posądzać cię o złą wolę.Jak pisałam ja akurat jestem z rodziny, gdzie jest kilku pracodawców i stąd moja empatia dla nich.A już na pewno warto rozmawiać/pisać i to nie tylko z tymi, którzy myślą dokładnie tak samo jak my, prawda?.Dzięki Twoim zapiskom ja także spojrzałam na siebie kilka razy świeżym okiem.Także-mam nadzieję,że ten mały ferment coś wniósł.pozdrawiam.a

  6. Beata napisał(a):

    Dzięki Dora za ten tekst. A myślałam, ze to ze mną jest coś nie tak, gdy rozsyłam cv a tu cisza…
    3maj się, na pewno coś znajdziesz!☺

  7. Aleksandra napisał(a):

    Kiedy zamykaja sie jedne drzwi otwieraja sie inne. Tak sobie to powtarzam jak mantre. Bo musze. Mam nadzieje ze tego nie przegapie czego i Tobie zycze.

  8. Iza napisał(a):

    Dorota skontaktuj się ze mną na priv,tak się składa, że jestem HR-owcem więc mogę Cię podszlifować za free i z lepszym jak sądzę skutkiem.
    Nie trać nadziei, odezwij się.
    Iza

  9. kwiatkowska napisał(a):

    O, mam podobne doświadczenia. Z tym, że raz zostałam zaproszona na rozmowę, ale akurat przebywałam za granicą (wakacje) i poprosiłam o przesunięcie o jeden dzień. Nie było takiej woli z drugiej strony. Widzę, że znów poszukują na to samo stanowisko, ale się już nie zgłosiłam. Drugi raz dochrapałam się testu kwalifikacyjnego, a nawet drugiego etapu – rozmowy kwalifikacyjnej. Wszystko pięknie, tylko na swobodnej wypowiedzi po angielsku poległam (tak, tak, dzieci, konwersujcie na co dzień, nawet jeśli nie macie styczności z językiem). Potem nastąpiła cisza, ale jak widzę, nikogo jeszcze oficjalnie nie zrekrutowano. Może negocjują z kimś pensję 😉
    Powodzenia w szukaniu. Ja liczę po cichu na życiowego farta.

  10. Pawel napisał(a):

    Wyrzuć motywkę (nikt nie czyta), nie odpowiadaj na ogłoszenia i olej te portale. Wybierz firmy i na adres HR czy inne podane na stronie ślij swoje CV z notką „proszę o informację zwrotną jeśli osoba z moim doświadczeniem będzie potrzebna w Państwa firmie”

  11. Karina napisał(a):

    Mój sąsiad posiadający kilka sklepów meblowych do tworzenia opisów mebli używa… kolegów licealistów innego sąsiada Płaci im coś, nalewo. zapewne mniej niż Twoje oczekiwania. Także konkurencję masz szeroką. A opisy dlatego są jakie są…

  12. Karolina napisał(a):

    Przechodziłam przez to samo i wiem, że od szukania pracy gorsza jest tylko przeprowadzka i kataklizm. Zajmuje mnóstwo czasu i daje masę frustracji, a na końcu znajdujesz coś przypadkiem, w najmniej oczekiwanym momencie. Powodzenia!

  13. kg napisał(a):

    Trzy razy w życiu zostałam przyjęta do pracy, z czego trzy dlatego, że polecił mnie ktoś znajomy. Owszem, pracodawca wybrał mnie potem z kilku kandydatów, ale bez polecających znajomych bym się wśród nich nie znalazła.
    Porzuć „pracuja”, Chuda, rozpuszczaj wici przez krewnych, znajomych i portale społecznościowe… Trzymam kciuki. Przecież w końcu się uda.

  14. Magda napisał(a):

    Ważny jest też wektor czasu. Niestety, musisz odpowiedzieć na ogłoszenie max 2 godziny po jego ukazaniu się. Inaczej zostaniesz przysypana morzem podobnych. Wiem, bo jak sama szukałam pracowników najbardziej utrwalały mi się pierwsze oferty. zresztą przy 300 cv, dalszych już nie miałam siły czytać.

  15. kolorki napisał(a):

    Przez prawie cały tekst miałam chęć skomentować, że: ” W Polsce pracy szuka się wyłącznie przez znajomych i przyjaciół Królika”, ale na koniec okazało się, że i tak próbowałaś 😉 Nic mądrego ci nie podpowiem albowiem mam słabe doświadczenie na rynku poszukiwaczy pracy – najśmieszniej aplikowało mi się do radia 🙂 Na 4 chyba roku studiów usłyszałam reklamę, że poszukują ludzi do współpracy, poszłam na spotkanie (na którym spotkałam ówczesną najlepszą przyjaciółkę i kilka innych znajomych), gdzie pokazało się ze 100 osób i nic…, rok później poszukiwali kogoś znowu, aplikowałam znowu i bez konkurencji (a przynajmniej ja nic o innych chętnych nie usłyszałam) przyjęli mnie :))) Do szkoły też bardzo chciałam iść i rozniosłam CV do wszystkich w mieście i nic… teraz w sierpniu bardzo mnie chcieli, ale jak sobie policzyłam ile będę miała lat jak ukończę tzw awans zawodowy, to sobie darowałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*