„Pasztety, do boju!”. Książka, dla której zarwałam noc

To naprawdę nie zdarza się co dzień, a już na pewno nie każdej nocy, żebym przedkładała lekturę nad zapadnięcie się w poduszki. W ogóle im starsza jestem, tym mniej rzeczy rekompensuje mi skrócenie czasu snu.

To już nie czasy studenckie, kiedy człowiek przebalował noc, kładł się nad ranem i potem żwawo biegł na zajęcia bez najmniejszej skazy na urodzie. Zarwana noc kładzie mi się cieniem pod oczami, mąci jasność umysłu i zamienia w gluta połączenia między neuronami. Myyyyślęęęęęę taaaaak wooooolnooooo…. Toteż unikam jak mogę. Ale zdarza się, że nie mogę. Tak było przy lekturze książki „Pasztety do boju!”, zabawnej, wzruszającej książce o dojrzewaniu i dziewczęcej przyjaźni.

Tytułowe pasztety to laureatki facebookowego konkursu na największą brzydulę w szkole we francuskim Bourg-en-Bresse. Narratorka piętnastoletnia Mireille właśnie otrzymała niechlubny laur po raz trzeci: dwa razy była Złotym, tym razem jest Brązowym Pasztetem. Udaje zdystansowaną, ale to piekielnie inteligentna dziewczyna o dużej wrażliwości. Nie ma czasu na rozczulanie się nad sobą, bo musi pomóc pozbierać się pasztetom-debiutantkom, szesnastoletniej Astrid i dwunastoletniej Hakimie. Dziewczyny wpadają na pomysł rowerowej wyprawy do Paryża. (Tu włączamy „Time for a change” grupy Elephanz). Każda ma swój własny powód, dla którego chce się znaleźć w stolicy w dniu obchodów święta narodowego, ale nie ujawnia ich. Tym sposobem tajemniczy cel wyprawy przykuwa uwagę i rozpala ludzką ciekawość. Jadą pod opieką brata Hakimy, eksżołnierza bez nóg na wózku inwalidzkim. Jadą przez Francję i po drodze sprzedają… paszteciki.

To jest obłędna książka. Dowcipna, wzruszająca, przebojowa. Pokazuje, jak porażkę można przekuć w sukces, a wstyd w dumę. Dziewczyny, które miały prawo schować się pod koc i przesiedzieć tam całe wakacje, wsiadły na rowery i stały się największą atrakcją medialną lata. Cała Francja nie mówiła o niczym innym, w kolejnych miastach witali je przedstawiciele władz i liczni fani, ciągnęły się za nimi tłumy dziennikarzy, Internet huczał. Dziewczyny znane jako Pasztety spełniły swoje marzenia, a także zdobyły przyjaźń (z głośników „Happy Together” The Turtles) i przy okazji sławę. Tytuł oryginału to „Les Petites Reines”, czyli „Królewny”. Zdecydowanie wyśmiewane Pasztety zasłużyły na miano królowych – i to nie tylko szos. Cała czwórka wraz z bratem Hakimy okazała się niezwyciężona (posłuchajcie „Invincible” Muse).

Rowerowa podróż przez kraj dała autorce okazję do zetknięcia bohaterek z różnymi osobami. Utkwiły mi w pamięci dwa znamienne spotkania: ze staruszką, ostatnią żyjącą z trzech sióstr skazanych w powojennej Francji na ostracyzm z powodu relacji, jaka łączyła jedną z nich z niemieckim żołnierzem i ze współczesną blogerką-feministką. Z ust Mireille, oczytanej w literaturze feministycznej, padają słowa: „Samozwańczo nazwać się pasztetem to jedno. Ale mówić, że jest się feministką, to śmierć”. No coś podobnego, we Francji też!

To jest książka na wskroś współczesna, żywa, dla współczesnych nastolatków. Napisana zaczepnie, błyskotliwie, z sarkazmem. Dołączona jest do niej… ścieżka dźwiękowa: lista piosenek do słuchania w trakcie lektury, sporo współczesnej muzyki francuskiej, trochę klasyki. To z niej pochodzą tytuły, które pojawiły się powyżej. Kapitalna sprawa. Słucham młodych francuskich wykonawców, oglądam na Youtube  piękne francuskie dziewczyny sprzed lat: Jane Birkin, Francoise Hardy. Ciekawe, czy muzyczne propozycje autorki zostaną wykorzystane w filmie, który powstaje.

A teraz dwa słowa o autorce: Clementine Beauvais to rocznik 1989, ma na koncie doktorat z literatury dziecięcej i kilkanaście książek dla młodych czytelników. W ojczyźnie jej powieść o trzech rowerzystkach zasłużenie zdobyła tytuł Najlepszej Młodzieżowej Książki Roku 2015. Gorąco Wam polecam!

Clementine Beauvais, „Pasztety, do boju!”, wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2017.

Napisano w Czytam dzieciom (i sobie też)

Tagi: , , , , ,

4 comments on “„Pasztety, do boju!”. Książka, dla której zarwałam noc
  1. kolorki napisał(a):

    Zapowiada się nieźle 🙂 Aczkolwiek pomysł na wybranie najbrzydszej i publiczne ogłoszenie wyników trochę mną wstrząsnął… mam 2 córki na stanie…

  2. mamaAsi napisał(a):

    No wiesz! Wczoraj wieczorem czytałam recenzję na LC i fragment na stronie wydawnictwa, bijąc się z myślami, czy warto zamawiać? Nie muszę mówić, kto wygrał tę bitwę…

  3. Ania napisał(a):

    Świetnie się zapowiada! Koniecznie trzeba przeczytać!

  4. chudsza napisał(a):

    Poczekaj, wolniej, nie nadążam pakować do koszyka 😉
    Ubolewam bardzo nad brakiem czasu na lekturę, ale tę koniecznie biorę na wakacje. Dla mnie i córki.
    Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*