„Klucz Blackthorna”. Tajemnice, szyfry i aptekarskie mikstury

Trzymająca w napięciu powieść, której akcja dzieje się w siedemnastowiecznym Londynie. Pochwała wiedzy, pracowitości, wierności i przyjaźni, doskonała dla nastoletnich i dorosłych czytelników.

Głównym bohaterem „Klucza Blackthorna” jest Christopher Rowe, nastoletni uczeń aptekarza, który pierwszych jedenaście lat życia spędził w sierocińcu. Przygarnięty przez mistrza Benedicta Blackthorna odnalazł życiową pasję. Z uwagą i przejęciem poznawał tajniki aptekarskiego fachu, a najważniejszą lekcję odebrał pierwszego wieczoru w nowym domu. Mistrz nauczył go, że składniki wszelkich leków to tylko narzędzia, dane przez Boga, które użyte właściwie przynoszą ulgę w cierpieniu, jednak te same ingrediencje w innych proporcjach mogą zabić. Odpowiedzialność zawsze jest po stronie człowieka, w jego rękach i sercu.

To bardzo uniwersalna prawda, idealnie pasująca do każdej epoki. Wszelkie narzędzia, zdobycze nauki i techniki, mogą być stosowane dla dobra ludzkości ale i niestety dla jej zagłady. W równym stopniu dotyczy to dynamitu, wynalezionego przez Alfreda Nobla, aby ulżyć górnikom, a używanego później do zabijania ludzi, co Facebooka, który pomaga dotrzeć z dobrymi treściami do rzesz czytelników, ale i poraża masą chłamu i hejtu.

Nasz bohater, bystry, pracowity chłopak wiele się nauczył w ciągu trzech lat praktykowania aptekarstwa pod okiem mistrza Benedicta. Potrafił nie tylko przygotowywać lekarstwa, ale także cenić wiedzę i być na nią otwartym. Harując jak wół od świtu do zmierzchu marzył o własnej aptece, a w rzadkie dni świąteczne spędzał czas ze swoim przyjacielem Tomem. Nie grali w tym czasie w domino ani w łapki, o, nic z tych rzeczy! Poznajemy ich w momencie, gdy Christopher odnalazł zaszyfrowaną recepturę mistrza Benedicta na proch i postanowił z pomocą przyjaciela zbudować armatę. Oraz wypróbować ją, a jakże, w sklepie.

Życie Christophera legło w gruzach, gdy londyńscy aptekarze stali się celem ataku żądnego władzy kultu Archanioła. Ręce wyznawców krwawego Kultu wyciągają się po koronę Anglii. Nadszedł czas, by opowiedzieć się po jednej ze stron.

To bardzo dobra powieść  o korzyściach płynących z pilnej pracy i nauki i o tym, że głowa na karku znaczy więcej niż najlepsza broń. „Klucz Blackthorna” jest świetną lekturą dla nastolatków żyjących na co dzień przesuwaniem kciuka po ekranie smartfona. Czytając o codzienności ambitnego rówieśnika sprzed czterystu lat przeżyją szok poznawczy. Co, miejmy nadzieję, nieco ich otrzeźwi.

Kevin Sands, „Klucz Blackthorna”, wydawnictwo Wilga 2017.

 

Napisano w Czytam dzieciom (i sobie też)

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*