I żyli długo i szczęśliwie….

Wróciłam!! Ale była jazda…. Dziękuję za wszystkie życzenia i życzliwe myśli!

Sobotni poranek spędziłam u fryzjera, nerwowo zezując w okno. Bo miał być upał, a tutaj nade mną kłębiły się czarne chmurzyska, wszystko wisiało w powietrzu i straszyło ulewą.

O 11.30 podjechał po mnie Narzeczony z bukietami odebranymi z kwiaciarni i pojechaliśmy do domu. Bukiety odłożyłam na stół i miałam zamiar lecieć do pokoju szukać tuszu, ale nagle z reklamówki wysunęły się butonierki. A konkretnie … pomarańczowe rogi.

– Co to jest??? – spytałam Narzeczonego
– No… butonierka…
– Czyja??? – kontynuowałam przesłuchanie, pełna najgorszych przeczuć.
– No… moja….
– CO?????? TO JAK WYGLĄDA MÓJ BUKIET???? – rzuciłam się do stołu i rozbebeszyłam papiery. I dostałam ataku histerii.

Tydzień temu zamówiłam bukiecik bidermajerowski, bukiecik-kulkę z samych kwiatów, mało elementów zielonych, bez róż, tylko gerbery i goździki w ecru, delikatne akcenty pomarańczowe i jakiś delikatny element w kolorze kawy z mlekiem. I nic białego, wszystko odcieniach ecru.

Tymczasem połowę mojego bukietu zajmowała strelicja królewska, czyli pomarańczowe rogi z elementami niebieskimi. Oprócz rogów po oczach biły bordowe kulki. Z kwiatów zamówionych były w bukiecie ze trzy gerbery i pięć małych goździków, wszystko w kolorze raczej różowym niż ecru. A całość przetykana biała eustomą i obłożona maksymalną ilością liści.

Bukiet dla mojej siostry-świadka miał zawierać delikatne akcenty czerwone i w zasadzie tylko tym różnić się od mojego. A tu przez pół bukietu leciały bordowe róże i takie mechate pofałdowane rośliny, też bordowe.

Zaczęłam płakać i kląć, a Narzeczony pokazał prawdziwą klasę: zapakował mnie i bukiety do samochodu i pomknęliśmy na Szewską składać reklamację.

– Proszę pani, ja z tym do ślubu nie pójdę – powiedziałam w miarę spokojnym głosem, chociaż aż się trzęsłam ze złości kładąc bukiety na ladę.

Panią zatkało, ale bardzo spokojnie i uprzejmie wzięła się do poprawiania bukietów. I wtedy okazało się, że nie ma z czego mi zrobić ślubnej wiązanki. W modnej, wypierdowej kwiaciarni na Szewskiej nie ma kwiatów, tylko same wydumane badyle! Pani opowiadała mi coś o problemach z dostawą – a co mnie to obchodzi, po to zamówiłam ten cholerny bukiet tydzień temu, żeby go mieć taki, jaki sobie wymarzyłam!!

Pani wiąże nowy bukiet, a Narzeczony odbiera telefon od brata. Autobus wiozący obie rodziny spóźni się godzinę – w PeKaeSie zapomnieli na śmierć, że zapłaciliśmy tydzień temu za specjalny kurs do Krakowa. Luuuuuzik. A co. Autobus wyruszył godzinę później, niż był zamówiony, bo kierowcę ściągali specjalnie z domu.

Pani układa bukiet dla świadka i nie znajduje czerwonych kwiatów – w końcu mało nie płacząc ze złości godzę się na róże, bo to jedyne kwiaty w odpowiednim kolorze, które jestem skłonna zaakceptować.

Znowu dzwoni brat Narzeczonego. Autobus zepsuł się kilka kilometrów za domem.

Moja histeria sięgnęła szczytów. I zaraz opadła. Nie ma rodziców, świadka, księdza, który ma nam dać ślub, nie mam bukietu – w takiej sytuacji albo się powiesić, albo wyluzować. Wybrałam to drugie.

Z rezygnacją odebrałam bukiety tak niepozorne i nijakie, że 180 zł które za nie zapłaciłam nijak się do nich miały. Odkryłam, że latam po Krakowie z metalowymi klipsami we włosami, fryzjerka spięła nimi moje loczki. Wsiadłam do samochodu i wróciliśmy do domu.

A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Narzeczony, który miał wcześniej dużo czasu i w ostatniej chwili dekorował samochód, brał prysznic kiedy goście parkowali pod blokiem. Wpadliśmy do kościoła kwadrans po czasie. Przed wejściem wiatr zerwał mi welon. Mój wymarzony początek ceremonii wziął w łeb, bo brat-ksiądz wyszedł po nas, więc szliśmy orszakiem: ksiądz, Narzeczony w asyście świadków, dziewczynka z obrączkami na tacy i ja z tatą, który był bardzo przejęty i dopytywał się, co ma powiedzieć oddając moją rękę Narzeczonemu.

Przysięga bardzo mnie cieszyła, uśmiechałam się przez cały czas od ucha do ucha, a spodziewałam się, że będę płakać strasznie. Przy zakładaniu obrączek wręcz chichotałam, bo Narzeczonemu nie chciała wejść na palec.

Życzenia były super, byłam zaskoczona że tym razem tu stoję, po drugiej stronie życzeń i kwiatów. Znajomych było wielu, wszyscy zaproszeni przyszli nas obejrzeć i pogratulować. Przyjęcie było fenomenalne, hotel Ruczaj jest rewelacyjnym miejscem na takie imprezy, wszystko wspaniale zorganizowane, pyszne jedzenie, świetna obsługa, nawet największe marudy były zadowolone. Mój teść promieniał, nic go nie bolało, zadowolony był bardzo. Moja mama szczęśliwa, że impreza fajna bez jej wkładu pracy. Szwagier mówił, nie spodziewał się takiej fajnej imprezy w lokalu. Siostry zachwycone. Tańce szalone, muzyka super (sami nagrywaliśmy mp3), wódka zimna – po prostu wszystko się udało!

A taki przygodowy początek, o którym będzie można dzieciom i wnukom opowiadać wróży tylko szczęśliwe życie. Prawda? 🙂

Napisano w Od Rana Do Wieczora

2 comments on “I żyli długo i szczęśliwie….
  1. Malwina pisze:

    No, no, gratulacje 🙂 U mnie też w tym roku 15 lat. Wszystkiego najlepszego!

  2. Sylwia pisze:

    no nie inaczej
    dużo , dużo wspólnych lat w zdrowiu Wam życzę

    w bukiecie też nie chciałam róż
    ale mi zrobili taki jak chciałam , może dlatego że zamówiłam w lokalnej małej kwiaciarni ?
    a może już wtedy się mnie bali 😀

    jeszcze raz Gratuluję
    wspaniałego rocznicowego dnia życzę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

W związku z wprowadzeniem 25 maja 2018 roku Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE informujemy, że zostawiając komentarz na stronie od-rana-do-wieczora.pl pozostawiasz na niej swój nick, widoczny dla innych czytelników oraz adres mailowy widoczny tylko dla administratorów strony. Swoje dane osobowe przekazujesz dobrowolnie i będą one przetwarzane wyłącznie w celu przesłania powiadomień o nowych wpisach na blogu, odpowiedzi na Twój komentarz lub w przypadku kontaktu przez formularz kontaktowy. Bez wyraźnej zgody dane osobowe nie będą udostępniane innym odbiorcom danych. Masz prawo dostępu do swoich danych oraz ich poprawiania poprzez kontakt: dorota.smolen@gmail.com. Administratorem Twoich danych osobowych jest autorka bloga od-rana-do-wieczora.pl Dorota Smoleń.
Publikując komentarz, wyrażam zgodę.

*