Za co kocham Kindle’a

Do zakupu czytnika e-booków przymierzałam się od dłuższego czasu, ale bez przekonania. Ja, nałogowy wąchacz papieru, miałabym przerzucić się na bezzapachowe książki elektroniczne? Wolne żarty!

Uwielbiam wąchać nowe książki, czuć pod palcami fakturę okładki, półki pełne książek to moja duma. Raz miałam w ręce Kindle’a, u znajomych: nic nadzwyczajnego, wzruszyłam ramionami, gdy Mąż, fan publikacji elektronicznych, pytał, jak mi się podoba. W ogóle nie poczułam, jakbym miała w ręce książkę, nie zauroczyła mnie zachwalana wygoda, że niby takie lekkie. Zero chemii – taki był mój pierwszy kontakt z czytnikiem.

Odkąd urodził się Wojtuś, miejsca w domu jakby ubyło. Oczywiście to miłość wypełnia całe mieszkanie 🙂 Każdy kawałek przestrzeni jest na wagę złota. Zaczęłam wzdychać, że może jednak rzeczywiście trzeba się przestawić na e-booki, ech. Wzdychałam tak i mamrotałam, ale zupełnie bez przekonania i całkowicie niezobowiązująco, najczęściej w chwili, gdy Mąż z marsową miną spoglądał na pachnące nowością woluminy, których ewidentnie nie było przy łóżku poprzedniego wieczoru. Miałam obsesję, że któregoś dnia kurier przyjdzie, nim Mąż wyjdzie…

I oto rankiem 6 grudnia 2014 i znalazłam przy łóżku najnowszy model Kindle’a. Z miejsca straciłam dla niego głowę, do tego stopnia, że wypełniając wszystkie pola przy rejestracji wpisałam numer karty kredytowej, co później się na mnie zemściło, bo ktoś zhakował moje konto i na mój koszt kupił mi kilka książek w Amazonie, a także zaprenumerował w moim imieniu „The Boston Globe”. Amazon sprawę załatwił szybko, bezproblemowo i na moją korzyść.

Odkąd mam Kindle’a, przestałam kupować papierowe książki. Jeśli już – to na prezent. Każdą interesującą mnie pozycję staram się znaleźć w wersji elektronicznej. Ile stresów mi odpadło! Nie potrzebuję nowych półek, nowe egzemplarze nie kolą Męża w oczy, a przy wyjeździe nie muszę się zastanawiać, którą książkę zabrać – zawsze mam przy sobie całą biblioteczkę.

Cudowne jest to, że kiedy czytam o jakiejś książce i zaintryguje mnie, to kilka kliknięć i dziesięć minut później mam ją przed sobą. To jest rewelacyjne rozwiązanie i wielka przewaga nad papierem.

Kiedy byłam na Targach Książki, dziwiłam się, że te, które przeczytałam w wersji elektronicznej, „w papierze” są takimi cegłami. W wersji e-bookowej wszystkie wyglądają tak samo. Ale jednocześnie z zaciekawieniem oglądałam i dotykałam okładek, bo jednak brakuje mi fizycznego kontaktu z książkami.

Kocham Kindle’a i kochać nie przestanę, sławię jego zalety od lat, choć ostatnio dostałam pstryczka w nos: w połowie „Inwigilacji” Mroza dwuipółletni czytnik wysiadł. Zgasł i koniec. I nie, nie wyładowała się bateria, ale dziękuję za wiarę we mnie 😛 Mąż coś przy nim pomajstrował i chodzi, ale w czasie tej przymusowej przerwy w lekturze dotarło do mnie, że jednak elektronika jest zawodna. Papierowa książka nie wyłączy się w połowie, nie zaszkodzi jej upadek, a i nie kusi małych słodkich rączek, które tylko czekają, by się dorwać do urządzenia. I jak wielka jest moja radość z posiadania Kindle’a, tak niezmierzona byłaby frustracja, gdyby tak szlag go trafił na wyjeździe.

Nie ma róży bez kolców.

Napisano w Czytam dzieciom (i sobie też), Od Rana Do Wieczora

Tagi:

12 comments on “Za co kocham Kindle’a
  1. Maja napisał(a):

    Dorotko podpisuję się pod tym wszystkim co napisałaś! Uwielbiam głaskać książki, wąchać te pachnące nowością, a w księgarni zawsze czułam się jak maluch w fabryce zabawek. Wchodząc tam, mam ślinotok i nie jest to przenośnia… A potem urodziły się dzieci i okazało się, że pakowanie walizki wygląda całkiem inaczej. Już nie jest tak, że biorę 10 kg książek i resztę miejsca uzupełniam rzeczami wyjazdowymi. Teraz królują ubrania dziewczynek (wszystko w dużych ilościach bo przecież wiadomo, że jak wezmę dwie pary spodni to od razu, w pierwszym dniu, jedne i drugie będą przemoczone i brudne), zabawki bez których absolutnie nie da się jechać, a do tego łóżeczko, wózek, milion pieluch (bo tylko sensitive nie odparzają księżniczki, a nie wszędzie można je kupić). Tak więc kindle to moja ogromna miłość :).

  2. Alka napisał(a):

    Czytam książki w formacie elektronicznym od ponad sześciu lat. Najpierw były to szkolne lektury czytane na laptopie, potem mąż znudzony moim narzekaniem na bolące siedzenie, zakupił mi tablet. Kocham go niezmierną miłością do dziś, chociaż jest już stareńki, bateria trzyma ledwie jeden dzień, ale ma jedną ogromną zaletę: nie muszę włączać światła by czytać o zmierzchu. Ma też jedną straszną wadę: nie można na nim czytać w słoneczny dzień na dworze. Czyli odpada leżenie z książką na kocyku na plaży , czy na tarasie na leżaczku. Tragedia! I wtedy dostałam w prezencie czytnik ebook-ów. Niestety, używam go rzadko, bo ma mniejszy ekran i wymaga wieczorem włączonego światła. Na wyjazdy zabieram oba urządzenia, książki mam na karcie pamięci więc nie boję się , że znikną. Niestety, moje mieszkanie nie pomieści już więcej papierowych książek.Kocham wynalazców książki elektronicznej!

  3. Anna M. napisał(a):

    Mam i chwalę sobie, gdy jedną ręką ogarniam dziecko, a drugą czytam – niezmierzona jego wartość 🙂

  4. kolorki napisał(a):

    Nie mam ciągle, chyba dinozaurowa natura za mnie wychodzi!!!

  5. Sabina napisał(a):

    Kochana! Właśnie uświadomiłaś mi, że jestem mega dinozaurem…

  6. mamaAsi napisał(a):

    A moje okulistki- moja osobista od krórkowzroczności, nie jakieś tam -4, tylko prawie -8 oraz wspóistniejącej jaskry powiedziała krótko „Precz z czytaniem czegokolwiek na czym innym niż papier”. Tego samego zdania są okulistki i warszawska, i krakowska, mojej córki, od zeza i krótkowzroczności. Trzy niezależne opinie.
    Papierowe książki chodzą z rąk do rąk, trochę w Warszawie, trochę w okolicach Warszawy,trochę w okolicach Bochni i Zakopanego i już wystarczy,żeby małż się nie połapał co kiedy kupiłam. Jako były pracownik wydawnictwa i były pracownik antykwariatu jest uczulony na wagę książek

    • Aleksandra napisał(a):

      Z ciekawości: Czy panie okulistki miały w ręku e-czytnik? Czy mylą go z tabletem?
      Nie mówię, że na pewno nie mają racji – być może mają! W końcu są okulistkami. Aczkolwiek jest zasadnicza różnica między komputerem/tabletem/telefonem, których ekrany migają na okrągło i faktycznie okrutnie męczą wzrok (przynajmniej mój), a e-czytnikiem, który ‚miga’ raz – po zmianie strony na kolejną (czyli tyle, co książka, gdy przewracamy stronę). Natomiast resztę czasu wyświetla zupełnie nieruchomy obraz. Do tego w ogóle nie świeci. Tradycyjny ekran emituje światło, nawet gdy ustawimy jasność na zero. Kindle i inne e-czytniki tego nie robią. Być może mimo to nadwerężają wzrok. Jestem ciekawa w jaki sposób!

  7. frotka napisał(a):

    a ja to się boję tej elektroniki
    właśnie przez to, że mam świadomość jej awaryjności
    coś mi pyknie, syknie, stuknie i ja już we łzach cała
    a nie zawsze na podorędziu jest facet 😉

  8. Aleksandra napisał(a):

    Może potrzebował restartu? Mój Kindle też pewnego dnia nagle odmówił posłuszeństwa, ja zaczęłam panikować, a Drugi Połówek spokojnym głosem zapytał „A kiedy go ostatni raz restartowałaś?”. I okazało się, że to było absolutnie wszystko, czego było mu – temu czytniku – trzeba.

    Ja lubię w e-czytniku to, że tak naprawdę jeśli nawet sam ulegnie urazowi, to dostęp do posiadanych publikacji można uzyskać jeszcze na wiele sposobów, np. przez aplikację na telefon. I z tej też korzystam często wieczorami nawet, gdy Kindle ma się bardzo dobrze. Jestem sową i lubię czytać w noc, natomiast partner jest skowronkiem i w dodatku przeszkadza mu światło (doprawdy!), którego potrzebuję czytając czytnik lub książkę papierową. Natomiast smartfonowi ustawiam świecenie na minimum, coś tam świeci, ale jak się odwrócę plecami i zrobię barykadę z poduch, to prawie wcale i już mogę czytać do woli!

    Brakuje mi natomiast w czytnikach możliwości łatwego cofnięcie się X stron do tyłu, gdy nie wiem konkretnie której strony szukam. Mam kiepską pamięć i często chciałabym się cofnąć i sprawdzić pewne informacje, szczególnie jeśli fabuła nawiązuje do kontekstu sprzed 150 stron. W normalnej książce jest to banalne – pamiętam na wzrok, w którym miejscu mniej więcej znajduje się poszukiwana treść i mogę sobie swobodnie przekartkować i znaleźć. W e-czytniku zwykle się poddaję.

    • Dorota napisał(a):

      Nie mam pojęcia, co Mąż zrobił, upiera się, że to jego Ręce Które Leczą 🙂 Nigdy nie restartowałam Kindle’a, więc może to było właśnie to.

      • Aleksandra napisał(a):

        Na wypadek gdyby Kindle zasłabł po raz kolejny (tfu tfu!) za nieobecności Męża: restartuje się go trzymając guziczek włączenia/wyłączenia (ten obok wejścia ładowarki) przez 40 sekund.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*